Agata
"Wiedząc, że nie rzeczami znikomymi, srebrem albo złotem, zostaliście wykupieni z marnego postępowania waszego, przez ojców wam przekazanego, lecz drogą krwią Chrystusa, jako baranka niewinnego i nieskalanego."

I List św. [Piotra 1;18-19]

   Mam na imię Agata. Początki mojego życia z Bogiem sięgają już chwili narodzin, ponieważ wychowywałam się w chrześcijańskiej rodzinie. Odkąd tylko pamiętam, nieustannie wpajano mi dobre zasady postępowania. Już jako mała dziewczynka doskonale wiedziałam, że istnieje Pan Bóg - Stwórca nieba, Ziemi, zwierząt i ludzi. Wiedziałam także, że Jego Jedyny Syn, Pan Jezus Chrystus, umarł za grzechy całego świata. Wiedziałam, ale nie zastanawiałam się nad głębią tego żywego przesłania, ponieważ fakt ten był dla mnie zbyt oczywisty. Nie potrafiłam osobiście przyjąć Bożego poselstwa do swojego serca.

   Jako dojrzewająca dziewczyna myślałam, że doskonale wiem, czego chcę. Wiara i religia nie były dla mnie żadną atrakcją. Dlaczego? Ponieważ wówczas wydawało mi się, że bardzo łatwo można żyć bez nich - bez zbędnego zastanawiania się, czy to, co właśnie teraz robię jest dobre i czy podoba się to Bogu. Moje serce było nieustannie zbuntowane. Zaczęłam zamykać Boga w schematy - w szczelne ramy, które pozwalały mi żyć dokładnie tak, jak sama tego chciałam. Kiedy wszystko się układało, wyrzucałam Boga z mojego życia - mówiłam, że nie jest mi już dłużej potrzebny; kiedy jednak nie wszystko było tak, jak to wcześniej zaplanowałam - szukałam Go, przepraszałam i prosiłam, by jeszcze ten jeden raz mi dopomógł... Nieszczególnie dbałam o codzienną więź ze Stwórcą, ponieważ wystarczała mi myśl, że On 'gdzieś tam' istnieje. Owszem, Bóg wiele znaczył dla mojej rodziny, wiedziałam, że zbawił całą ludzkość... Ale dla mnie był dalekim, niedostępnym Bogiem, którego mało obchodzę.

   Niestety, kilka kolejnych lat spędziłam na bezskutecznym wmawianiu sobie, że jestem w pełni szczęśliwa. Bo tak naprawdę każdego dnia próbowałam wypełnić przeogromną pustkę, którą skrywałam głęboko w sercu. Tęskniłam za prawdziwym pokojem. Nieustannie zadawałam sobie pytanie: 'Gdzie jest początek i koniec, sens tego wszystkiego? Gdzie jest Bóg?' Ale miałam dosyć schematu, obrazu takiego Boga, jakiego nauczono mnie na lekcjach religii, takiego Boga, jakiego od lat przedstawiali mi rodzice. Chciałam poznać zmartwychwstałego, żywego Boga działającego w moim życiu każdego dnia. Postanowiłam regularnie modlić się i czytać Biblię, jednak bardzo szybko przyszło zniechęcenie i rutyna. Wydawało mi się, że Pan Bóg i tak mnie nie słyszy. Wielokrotnie próbowałam własnymi siłami poprawić swoje zachowanie, ale były to tylko chwilowe zmiany. Coraz częściej oskarżałam się, że nie jestem godna relacji ze Świętym Bogiem, ponieważ jestem wielkim grzesznikiem. Wtedy jeszcze nie zdawałam sobie sprawy, że był to pierwszy krok prowadzący do przemiany mojego życia, mojego myślenia.

   W lipcu 2003 roku pojechałam na wyjazd z tarnogórską młodzieżą z kościoła, do którego należała moja rodzina. Spędziłam tam tydzień w gronie młodych ludzi na co dzień żyjących Bogiem. Pomogli mi zrozumieć Jego istotę w ludzkim życiu - w moim życiu. Nie chciałam poznać Boga na podstawie opowiadań innych ludzi - pragnęłam poznać Go osobiście. Pamiętam te długie wieczory spędzone na rozmyślaniu i szczerej modlitwie - moimi zwykłymi, prostymi słowami płynącymi ze skruszonego serca. Pomyślałam, że jeżeli Bóg istnieje i naprawdę Mu na mnie zależy, to odpowie. Nie zwróci uwagi na formę moich wypowiedzi, ale na serce pragnące Jego obecności. Chciałam zmiany w moim życiu. Miałam dosyć prowadzenia podwójnej roli - bycia inną w domu, inną wśród znajomych. Potrzebowałam pokoju w sercu... I Bóg odpowiedział. Zrozumiałam, że On oczekuje ode mnie jednoznacznej postawy: albo zechcę żyć bez Niego, albo zdecyduję się na życie z Nim do końca, bez oglądania się za siebie. Pan Bóg daje każdemu z nas wolną wolę. Do nas należy wybór.

   20 lipca 2003 roku dokonałam tego wyboru. Słowo Boże przekonało mnie, że: 'Kto uwierzy i ochrzczony zostanie, będzie zbawiony' (Ew. Marka 16;16a). Dlatego 19 czerwca 2004 roku przyjęłam chrzest wodny, świadomie opowiadając się za Bogiem.

   Ja już podjęłam decyzję. I nigdy jej nie będę żałować. Od tego momentu moje życie nabrało sensu. Bóg wypełnił pustkę w moim sercu, którą tyle lat sama bezskutecznie próbowałam ukryć. Uwolnił mnie od strachu, od ciągłych koszmarów nocnych, od pesymizmu i zazdrości. Zabrał moje nieczyste myśli, a także ciągłe uczucie niespełnienia. Dzięki Niemu poznałam swoją prawdziwą wartość, bo tylko On zna mnie lepiej niż ktokolwiek inny. Bóg nigdy we mnie nie wątpi. Już nie jestem samotna. On każdego dnia w cudowny sposób działa w moim życiu, w ludzkim życiu. Nie pozostawia obojętnie wołania naszego serca - zawsze odpowiada. Każdego dnia widzę, że pomaga mi żyć - jest ze mną, kiedy wstaję rano, gdy idę na uczelnię i do pracy, pomaga mi w trudnych chwilach i zawsze daje pewność, że jest przy mnie. Codzienna lektura Słowa Bożego pomaga mi zrozumieć Boży plan dla mojego życia. Dopiero teraz rozumiem, że Bóg wcale nie jest martwy lub obojętny na wołanie naszego serca. On jest realnym i żywym, nieograniczonym w swym działaniu kochającym Ojcem, a zarazem najlepszym Przyjacielem - poświęcił życie Swojego Jedynego, ukochanego Syna, bym ja mogła teraz żyć. Nie mówię, że moje życie jest proste, że wszystko układa się w nim idealnie. Moje życie jest po prostu szczęśliwe, bo znam jego cel, bo jest w nim żywy, zmartwychwstały Bóg. Mój Bóg - najcenniejszy skarb, jaki można odnaleźć...


Kontakt: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.