Pewnego dnia w moim życiu wydarzyło się coś ważnego, coś co zmieniło całe moje życie. Aby to opisać muszę cofnąć się do pierwszych lat mojego małżeństwa tj. w lata 1985-1987.

Zawsze uważałem siebie za człowieka żyjącego zgodnie z zasadami moralnymi, a zatem za uczciwego, sprawiedliwego patriotę. Jednocześnie byłem jedynie takim, który od życia tylko wymagał niewiele chcąc dać w zamian. Chodziłem do kościoła, mało tego, gdy poznałem Elę (przyszłą żonę) i okazało się, że ona jest "wierzącą niepraktykującą" poczułem moralny obowiązek by to zmienić.

Byliśmy razem na festiwalu "Cantate Deo" w Gliwicach oraz na projekcji filmu "Jezus". Podczas oglądania tego filmu (6 godz.) coś stało się z jej sercem. Związek małżeński zawarliśmy w kościele, do którego Ela zaczęła chodzić z pełnym przekonaniem. Moje małżeństwo nie różniło się od statystycznego polskiego - praca dzieci, gonitwa od 1-go do 1-go. Od czasu do czasu jakaś impreza. Moje kontakty z alkoholem to w znacznej większości upicie się na początku imprezy (efekt próby wprawienia się w dobry nastrój) a zatem - było po imprezie. Nasz ostatni zakrapiany "sylwester" to 31.12.1988r. W czasach gdy w sklepach nie było jeszcze towarów, a mięso, cukier, słodycze, benzyna i in. były na kartki - szarpnęliśmy się na bal w restauracji "Kasztelan" pod Gliwicami. Impreza jak na tamte czasy była z wielką pompą (konferansjerka, konkursy z ekstra nagrodami) i kosztowała nas moją miesięczną pensję. Wytrzymałem od ok. 20.00 do 22.30. Potem spałem na stole, miałem przebłyski o północy i składałem życzenia pani konferansjerce oraz innym "personom" ale zaraz potem Ela musiała odholować mnie do domu (do teściów). Kac moralny, wstyd, złość Eli, spojrzenia teściów - to wszystko było podsumowaniem tego jaki jestem żałosny ja sam i to co wyprawiam.

Teraz mały skok myślowy.
   To było latem 1989r. Ela pojechała za namową koleżanki do kościoła, o którym wcześniej trochę słyszała, do Katowic. Gdy wróciła oznajmiła mi, że teraz tam będzie jeździć na nabożeństwa. Byłem oburzony lecz nie mogłem nic zrobić. Ona mnie zapraszała abym z nią pojechał, a ja odmawiałem. I tak co tydzień. Jednocześnie mając w sercu pewne zasady zdawałem sobie sprawę, że sam muszę poradzić sobie z tą sytuacją i absolutnie nie może to być rozwód (mieliśmy wtedy 2,5 roczną córeczkę Anię). Wiedząc, że kościół do którego jeździ moja małżonka kieruje się wyłącznie Pismem Świętym postanowiłem je przeczytać. I teraz ważna rzecz. Do tego momentu czytałem Pismo Św. ale wtedy pierwszy raz ZAWOŁAŁEM DO BOGA aby objawił mi prawdę i pomógł rozwiązać tę sytuację. Postanowiłem udowodnić żonie, że to co robi nie jest zgodne z Pismem Świętym. Znałem jej koronne argumenty ponieważ przywoziła kasety z nagraniami nabożeństw i wiele mówiła na ten temat. Wiedziałem zatem pod jakim kątem mam czytać i czego szukać. Podzieliłem kartkę papieru na pół, oznaczyłem części jako "TAK" i "NIE" i czytałem.

   Codziennie Bóg otwierał mi oczy na nowe rzeczy. Ponieważ chciałem być uczciwy wobec siebie zauważyłem po pewnym czasie, że kartka zaczęła się zapełniać argumentami przeciw mnie. Zacząłem dostrzegać to, że moja żona przestała w chwilach zdenerwowania rzucać szklankami czy talerzami, przestała palić papierosy (co dla mnie było dużo prostsze) codziennie modliła się o mnie. Moja duma nie pozwalała mi jednak bym zgodził się pojechać z nią na nabożeństwo. Żyliśmy tak obok siebie ok. 3,5 miesięcy. Ona wnosiła pokój, ja kłótnie lub milczenie.

   Pewnego dnia zaprosiła mnie na koncert w Domu Kultury w Tarnowskich Górach. Ponieważ moim głównym argumentem było - Nie muszę jeździć do kościoła do Katowic bo mam go w Tarnowskich Górach - wtedy go nie mogłem użyć a więc nie umiałem odmówić. Na koncercie słuchając śpiewu gościa z Norwegii bardzo poruszyły mnie słowa piosenki "Last call!". Nie byłem zbyt dobry z angielskiego ale i w takim zakresie w jakim go znałem wystarczył bym zrozumiał wiele słów z tekstów piosenek, które on śpiewał. Łączyłem je z tym co już przeczytałem w Piśmie Śwętym i tym co usłyszałem od Eli gdy starałem się jej nie słuchać.

   Zrozumiałem wtedy, że jestem grzesznikiem i żeby cokolwiek znaczyło moje życie w Bożych oczach musiałem Go przeprosić za moje grzechy, uwierzyć, że Jezus za nie (w moim zastępstwie) poniósł karę i poprosić Jezusa aby zmienił mnie i moje życie. Co znaczy zbawić ? Nic innego jak uratować. A od czego miał mnie uratować ten Jezus ? Otóż TO właśnie wiedziałem już z Pisma Świętego. Nie bardzo chciałem zastanawiać się co będzie ze mną gdy tego nie zrobię. Wiedziałem, że ratunek mam za darmo. Nie muszę kupować życia wiecznego, nie muszę płacić za moje wybawienie. To uczynił Jezus będąc na ziemi, idąc na krzyż, przelewając swą krew, cierpiąc jako człowiek. Wiem jednak, że On nie leży już w żadnym grobie bo powstał z martwych i obiecał przyjść powtórnie. Wtedy zabierze Swój Kościół do wiecznej radości.

   Zdarzyło się to 02.12.1989 r. Ten dzień całkiem odmienił moje życie. Od tamtego czasu nie palę, nie piję, przestałem kombinować, kłamać. Nie jestem doskonały i mimo tego, że możesz czytać ten fragment uśmiechając się ja staram się być codziennie szczery przed Bogiem. Każdego dnia robię rzeczy, za które potem jest mi wstyd przed Bogiem lecz wiem gdzie się udać po przebaczenie. Wiem, że miłości Jezusa nie zabraknie dla nikogo, trzeba Go tylko o to poprosić. Od tamtego pamiętnego dnia Jezus pomaga mi w moim życiu, jest partnerem, pomocnikiem, towarzyszem w moich sukcesach i klęskach, radościach i troskach.

Kilka krótkich faktów.
   Moja żona chciała mieć tylko jedno dziecko ale gdy razem zakochaliśmy się w Bogu zaowocowało to również odnowieniem naszych relacji. Już z początkiem 1991 roku mieliśmy drugą córkę, a w maju 2000 roku urodził nam się syn.
Od naszego ślubu mieszkaliśmy w wynajętych mieszkaniach i nie mieliśmy szans na własne (kilkutysięczne kolejki w Spółdzielniach Mieszkaniowych). Miałem złożone papiery by otrzymać działkę budowlaną i mimo znajomości nie dostałem jej. Otrzymałem natomiast propozycje budowy w SM GWAREK we wrześniu 1989 r. (kiedy zacząłem czytać Biblię). Od urodzin Ewy (luty 1991) praktycznie tylko ja miałem pracę i dochody, z których utrzymywała się nasza rodzina a więc to, że od 1998 r. mieszkamy we własnym domu uważam za cud, który nie bardzo sam mogę wytłumaczyć.

   Prawie od początku mojego uczęszczania do kościoła w Katowicach (Kościół Zielonoświątkowy) zaangażowałem się do pracy w grupie muzycznej. W Kościele tym muzyka i śpiew jest traktowana prawie tak samo jak modlitwa i jest znaczącym elementem każdego nabożeństwa. W Zborze (tak nazywa się miejsce zgromadzeń) w Katowicach wiele się nauczyłem. Mogłem obserwować i sam doświadczać pracy w służbie u Boga. Ten czas przyniósł owoce w postaci służby, którą teraz wypełniam w Tarnowskich Górach. Od 1996 roku mamy Zbór i tutaj jestem jednym z odpowiedzialnych za to co się w nim dzieje jako Starszy Zboru (jeden z czterech). Miałem "mało" na głowie teraz mam jeszcze więcej. Lubię jednak to co robię bo robię to nie dla jakichkolwiek korzyści lub zaspokojenia ambicji ale dla mojego Pana Jezusa Chrystusa.

   Wszystko robię dla niego - mówiąc językiem bliższym ziemi - robię to społecznie. Jezus powiedział "darmo wzięliście - darmo dawajcie". On sam odpłaca mi za to błogosławieństwem w mojej pracy zawodowej, dba o moje bezpieczeństwo. Wiem, że zawsze mogę na Nim polegać jak na prawdziwym przyjacielu. Są rzeczy, które trudno jest mi wytłumaczyć ale wiem, że Bóg działa, słucha moich słów, zna moje potrzeby i myśli. Wiem też, że wiele może zdziałać modlitwa.

Krótki fakt.
   Pewna osoba z mojej rodziny mając już 2 nastoletnie córki zaszła w ciążę. Lekarze orzekli, że będzie problem z porodem. Wcześniej nie utrzymywaliśmy kontaktów poza spotkaniami u moich rodziców na urodzinach (kontakty urwały się od czasu zmiany kościoła). Przypadkowo spotkałem się z jej mężem w jakąś środę. Powiedział mi, że jeżeli ona do piątku nie urodzi własnymi siłami to będzie musiała mieć cesarkę. Mówił to z troską i dużym smutkiem. Wiedziałem na pewno, że jest mu wszystko jedno, czy będzie to syn czy córka - byle zdrowe dziecko i mama. W związku z tym, że w Zborze w Tarnowskich Górach w środę o 18.00 odbywają się nabożeństwa będąc więc na nim po "części muzycznej" poprosiłem całe zgromadzenie o modlitwę o to, by urodziła sama i jeśli to możliwe to by był to syn. Wtedy złożyłem również ślubowanie przed Bogiem, że jeśli się tak stanie to złożę jej świadectwo o tym fakcie. Jakie było moje zdziwienie gdy następnego dnia dowiedziałem się, że tej nocy urodziła syna. Zaraz kupiłem kartę okolicznościową i napisałem o tym jak Jezus jej pomógł. Moja żona poszła do niej do szpitala i dała jej tę kartę pytając kiedy zaczęła się akcja porodowa. Usłyszała odpowiedź 18.30, czyli wtedy gdy popłynęła modlitwa do Boga.

   Mógłbym przytoczyć wiele jeszcze różnych drobnych i "wielkich" przykładów ale nie o to chodzi. Jezus gdy chodził po ziemi jako człowiek - czynił wiele cudów. Ślepi odzyskiwali wzrok, głusi - słuch, oczyszczał trędowatych a nawet wskrzeszał umarłych. Dał nam - wierzącym - obietnicę, że daleko większe rzeczy będą się działy gdy już Go między ludźmi fizycznie nie będzie.
Czytając Dzieje Apostolskie - dzieje pierwszych chrześcijan - mam tego potwierdzenie. Mało tego - czytając to co dzisiaj dzieje się na świecie w imieniu Jezusa wiem, że Jego obietnica była prawdą. Biblia mówi, że sińcami Jego zostaliśmy uzdrowieni. Sam doświadczam Jego pomocy każdego dnia. Wiem, że jest przy mnie i potrafi mi pomóc nawet w najtrudniejszej sytuacji. Tyle o mnie. Chciałem podzielić się z Tobą - czytelniku - tym co przeżyłem i zaproponować pomoc - modlitwę w sprawach, z którymi nie potrafisz dać sobie rady. Nie myśl, że chcę Ci coś narzucać. Masz wolność i do Ciebie należy następny ruch. Jeśli potrzebujesz Bożej pomocy to możesz Go o to poprosić. Jeśli chcesz porozmawiać ze mną możesz zadzwonić (+48 695 763 547) napisać e-mail (Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.) lub po prostu przyjść na jedno ze spotkań w środę albo w niedzielę. Jeśli zależy Ci na życiu to myślę, że się zobaczymy.
Pozostań z Bogiem.

Jarek Kucharski

JSN Epic template designed by JoomlaShine.com