logo

ZBÓR KOŚCIOŁA ZIELONOŚWIĄTKOWEGO
w Tarnowskich Górach

Prześlij:

 CHRZEST WODNY 

Idźcie tedy i czyńcie uczniami wszystkie narody,
chrzcząc je w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego,

ucząc je przestrzegać wszystkiego, co wam przykazałem.
Ewangelia według Mateusza 28,19-20a

CHRZEST WODNY

A Jezus przystąpiwszy, rzekł do nich te słowa:
Dana mi jest wszelka moc na niebie i na ziemi.
Idźcie tedy i czyńcie uczniami wszystkie narody, chrzcząc je w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego,
ucząc je przestrzegać wszystkiego, co wam przykazałem.
Ewangelia według Mateusza 28,18-20a

Jakże my, którzy grzechowi umarliśmy, jeszcze w nim żyć mamy?
Czy nie wiecie, że my wszyscy, ochrzczeni w Chrystusa Jezusa, w śmierć Jego zostaliśmy ochrzczeni?
Pogrzebani tedy jesteśmy wraz z Nim przez chrzest w śmierć,
abyśmy jak Chrystus wskrzeszony został z martwych przez chwałę Ojca, tak i my nowe życie prowadzili.
List do Rzymian 6,2b-4

Upamiętajcie się i niechaj się każdy z was da ochrzcić
w imię Jezusa Chrystusa na odpuszczenie grzechów waszych, a otrzymacie dar Ducha Świętego.
Obietnica ta bowiem odnosi się do was i do dzieci waszych oraz do wszystkich.
którzy są z dala, ilu ich Pan, Bóg nasz, powoła. 
Dzieje Apostolskie 2,38.39

wieczerzaBiblia

powstań do życia

Podczas specjalnego nabożeństwa w sobotę 21 marca 2015 roku o godzinie 1630 mieliśmy przywilej bycia świadkami potwierdzenia zawarcia przymierza z Panem i błogosławienia katechumenów: Mateusza Bardeli, Katarzyny MrozikZygmunta Niespora, Kajetana Suchańskiego oraz Izabeli Wilgi. Nowoochrzczeni otrzymali w prezencie od Zboru Pismo Święte z dedykacją. Uroczystość była także połączona z pamiątką Wieczerzy Pańskiej.

 

Bardeli Mateusz

                                        Mam na imię Mateusz i w sobotę potwierdziłem zawarcie przymierza z Panem Bogiem poprzez chrzest wodny. Kiedy dotarło do mnie Słowo Boże, byłem z początku jak te dwa ziarna, drugie i trzecie, z przypowieści o siewcy. Prosiłem więc  Boga, by otworzył mi oczy, bo zdawałem sobie sprawę z tego, jaki jestem. Czasem nawet myślałem, że jestem dobrym człowiekiem. No, ale jak Pan Bóg pozwolił mi zobaczyć jakim jestem „dobrym człowiekiem” i chwała Jemu za to, że otworzył mi oczy i pociągnął mnie do siebie.

                                        Miałem dużo nałogów. Nie będę wspominał o wszystkich, ale próbowałem z tym zerwać samemu. Udawało się przez najwyżej dwa albo trzy dni... Ale od kiedy uwierzyłem z całego serca, że Bóg jest, że Bóg istnieje i postanowiłem Jemu zaufać, w niczym się nie buntować, to od tej pory zostałem uwolniony zgodnie ze Słowem Bożym z J 8:36 „Jeśli więc Syn Was wyswobodzi, prawdziwie wolnymi będziecie”. I to się stało w moim życiu - chwała Panu Bogu. Wcześniej miałem problemy z depresją. Od kiedy Pan Bóg otworzył mi moje serce, owszem, mam dni kiedy czuję się przygnieciony, ale nie ma mowy o depresji. Jestem naprawdę szczęśliwy, że poznałem Pana Boga mego, Jego Syna Jezusa Chrystusa. Chwała Mu za to, że oddał życie za mnie i osobiście dziękuję Bogu, że mnie kocha i pociągnął mnie do swego Syna Jezusa Chrystusa. Chwała Panu Bogu naszemu.

                                        Mrozik KatarzynaNazywam się Katarzyna. Pierwszy raz coś konkretnego o Bogu usłyszałam jeszcze w szkole średniej od koleżanki, która była świadkiem. Ale wtedy w ogóle nic do mnie nie przemawiało. W tym roku jest dziesięć lat jak poznałam moją koleżankę z tutejszego Zboru, która mówiła mi o Bogu. Dla mnie to było jak coś nie z tego świata. Niby wychowywałam się w rodzinie katolickiej – byłam ochrzczona i u komunii, ale moje życie było tak naprawdę bez Boga. Chodziłam do kościoła, żeby tylko gdzieś być, gdzieś należeć, aby nikt mnie palcem nie wytykał, że nie chodzę na religię. Do komunii poszłam dla prezentów. Do bierzmowania nie chciałam iść. Pamiętam, że nie rozumiałam co to są dary Ducha Świętego i były to dla mnie śmieszne rzeczy. W Wielki Piątek przed Wielkanocą poszłam do księdza i gdy gospodyni otworzyła mi drzwi w wpuściła do środka, zobaczyłam wystawne przyjęcie z wielkim jedzeniem i alkoholem. To mnie zszokowało, bo ksiądz co innego mówił, a robił coś zupełnie innego. Zbuntowałam się i oświadczyłam, że nie pójdę do bierzmowania. Jednak po awanturze w domu przystąpiłam do tego sakramentu dla świętego spokoju. W szkole średniej religię prowadził ksiądz, który rzucał w nas kluczami. Miałam na tyle odwagi, że wzięłam te klucze i rzuciłam w niego mówiąc, że Bóg kocha ludzi i niczym w nich nie rzuca. Jak widać byłam bardzo zbuntowanym człowiekiem.

                                        Nie mogę powiedzieć, że źle mi się układało w życiu. Wyszłam za mąż. Niestety okazało się, że nie mogliśmy mieć dzieci. Nie potrafiłam tego zrozumieć, ale przez to Bóg przybliżył mnie do siebie. Mimo to, nie byłam Jemu posłuszna. Poddawałam się różnym zabiegom leczniczym i to po prostu nie przyniosło efektu. Pamiętam, że na ostatniej wizycie, lekarz powiedział, że nie ma w tym palca Bożego. Potem adoptowaliśmy dziewczynkę. Nie urodziłam jej, ale pierwszy raz w życiu poczułam, jakbym Pana Boga za nogi złapała. Może jej nie nosiłam dziewięć miesięcy pod sercem, ale miałam ją głęboko w sercu. Wszyscy mi mówili, że to niemożliwe, by pokochać obce dziecko, że ja udaję, ale to było prawdziwe działanie Boga. Sama nie wiedziałam, że jestem zdolna do takich uczuć. Jednak później powolutku zaczęłam wpadać w depresję, gdyż zaczęły mnie nachodzić myśli, że jestem złą matką, bo nie czuję tego tak, jak biologiczny rodzic i dlatego nie umiem teraz odpowiadać właściwie na jej potrzeby. W dodatku bliscy oskarżali mnie, że to moja wina, bo jej nie urodziłam i stąd nie rozumiem, co to znaczy być prawdziwą matką. Córka po przyjściu z domu dziecka nie chciała jeść, wyglądała na odrzuconą i okaleczoną psychicznie, ale mnie także odtrącała. Wtedy koleżanka z tutejszego Zboru dużo się ze mną modliła, bo specjaliści niewiele pomagali córce. 

                                        Gdy przyjęłam Jezusa, wszystko się odmieniło w moim życiu. Wróciłam do pracy. Naprawdę Jezus zaczął działać. Ostatnio jednak myślałam, że zwątpię we wszystko, byłam poddana tak wielkiej próbie. Jednak chcę ogłosić przed wszystkimi, przed Bogiem, przed Jezusem Chrystusem, przed Wami i przed światem, także tym duchowym, że Pan Jezus jest moim Panem, jest Zbawicielem, jest dawcą życia, jest po prostu wszystkim dla mnie. I nie poddam się. Wyrzekam się działania szatana w moim życiu i chcę żyć z Jezusem Chrystusem. Chcę kroczyć Jego drogami, Jego ścieżkami. Chcę wszystkie dziedziny mojego życia Jemu oddać. Wszystko zostawiam w Panu, dawcy życia.

                                        Niespor ZygmuntMam na imię Zygmunt. W pierwszych słowach chciałbym podziękować Panu, że postawił na mojej drodze Andrzeja, od którego się zaczęło. Moja droga do Boga była długa i kręta. Wychowałem się w rodzinie katolickiej. Później było wojsko, które sprawiło, że stałem się pewny siebie i zarozumiały. Jednak Bóg mi błogosławił. Mam wspaniałą żonę, Bóg dał mi wspaniałych, zdrowych synów. Wszystko się super układało, było bardzo fajnie. Zaczęliśmy zbierać świecidełka tego świata; oczywiście o Bogu zapomnieliśmy. Gdzieś tam był, daleko i przypominał mi się od czasu do czasu. Ale to było bardzo powierzchowne i bez sensu jak teraz widzę.

                                        Po iluś tam latach tego mojego życia bez Boga wydawało mi się, że byłem w porządku moralnie – żony nie biłem, dzieci też nie, wszystko było ok. Wiedziałem jednak, że nie jestem doskonały, więc tak sobie często tłumaczyłem „Panie Boże jakiego mnie stworzyłeś, takiego mnie masz”. Jednak gdy chłopcy dorośli, to przestało wystarczać i moje życie zaczęło mnie nudzić. Miałem dość swojego życia i poszedłem w alkohol. Zacząłem pić i to ostro pić. To nie jest powód do chwały, bo w ostatnim roku mojego picia, były psychotropy, była amfetamina, był denaturat, który piłem jak wodę… Także zbrudziłem się strasznie. Później były różne terapie, odwyki i w tym bez przerwy, gdzieś tam w moim życiu przewijał się Andrzej. A ja drwiłem z niego mówiąc o nim „nawiedzony”. Później było więzienie i patrząc wstecz widzę, że ono też mnie odmieniło, bo dało mi dużo do myślenia o Bogu. Pamiętam, jak poszedłem do lekarki, nie piłem wtedy dwa tygodnie i miałem bezwładną nogę. Pani doktor powiedziała, że muszę się z tym pogodzić, bo mam spalone końcówki nerwów, że to praktycznie jest nieuleczalne i mam się cieszyć, że to tylko jedna noga jest, a nie dwie. Pogodziłem się z tym. A jednak Pan mi tak pobłogosławił, że chodzę normalnie i potrafię biegać. Chwała Panu. Strasznie jestem szczęśliwy, bo wydawało się, że straciłem już wszystko w życiu, a tymczasem znalazłem wszystko w Bogu.

Suchański Kajetan                                        Mam na imię Kajetan. Przed nawróceniem byłem osobą, która skupiała się tylko na sobie i swoich potrzebach. Sprawiałem wrażenie osoby z prawidłowym kręgosłupem moralnym, ale to było tylko złudzenie i tak naprawdę żyłem według własnych reguł - sam ustalałem, co było dobre, a co złe i nie dbałem o to, co myślą inni. Mimo to od wczesnej młodości poszukiwałem tej prawidłowej drogi życia. Po spostrzeżeniu, że ateizm ciągnie ze sobą wiele absurdalnych rzeczy, stałem się deistą. Wiedziałem, że musi być jakiś byt wyższy, ale nadal nie wierzyłem w jego ingerencję w nasze życie. I mimo, że byłem deistą, nadal w moim sercu mi czegoś brakowało.

                                        Wszystko odmieniło się na przełomie sierpnia i września, kiedy to za sprawą mojego przyjaciela podczas cierpliwego odpowiadania na wszystkie moje pytania odnośnie Boga, za pośrednictwem Pisma Świętego wskazał mi na idealne fragmenty, by rozwiać moje wątpliwości, które oddzielały mnie od poznania Jezusa Chrystusa. Pierwszy List Jana dał mi pewne poznanie czym jest ten świat i jak on funkcjonuje. Za datę swojego nawrócenia obieram 1 września 2014 roku, kiedy odbyłem swoją pierwszą rozmowę z Panem, przeprosiłem za wszystkie grzechy, których dokonałem i prosiłem o wybaczenie. To jest także dzień, w którym odczułem takie pełne i prawdziwe szczęście. A biorąc pod uwagę do tej pory raczej mój depresyjny charakter, było to jak narodzenie nowego człowieka.

                                        Odkryłem, że tym czego do tej pory brakowało w moim życiu był Bóg. Od tego czasu mogę dostrzegać w swoim życiu dużo Bożej łaski i błogosławieństwa. Teraz, kiedy idzie mi podjąć jakąś decyzję, rozważam to ze Słowem Bożym, dlatego pragnę poznawać Je lepiej, by być bliżej Boga. Bóg zmienił w moim życiu także to, że wszystkie moje dotychczasowe relacje, które źle na mnie wpływały, zastąpił wieloma bardzo wartościowymi osobami wierzącymi. Właściwie wszystkie aspekty mojego życia Bóg odmienił tak, by się Jemu podobały. Naprawdę cieszę się, że mogłem odkryć i poznać jedynego Boga, Któremu mogę zaufać, na Którym mogę polegać i Któremu chcę powierzyć swoje życie. Dlatego też przyjąłem chrzest, ponieważ wierzę, że Jezus jest moim Panem i oddał za mnie bardzo wielką ofiarę.

                                        Wilga IzabelaNazywam się Izabela. Nie mogę powiedzieć o sobie, że nie byłam osobą wierzącą, bo zawsze wierzyłam w Boga – gdzieś On był, chodziłam do kościoła katolickiego i wydawało mi się, że to jest dobre. Nie chcę mówić źle o kościele katolickim, ponieważ będąc na spotkaniu młodzieżowym w Pabianicach usłyszałam takie słowa pastora, że stojąc przed sądem Bożym nikt nie będzie miał plakietki na czole z napisem katolik, baptysta, zielonoświątkowiec – to nie ma znaczenia; tak naprawdę znaczenie ma to, co człowiek ma w sercu. Jest to dla mnie ważne, gdyż mam bardzo wielu znajomych i przyjaciół katolików i nie chcę na nich patrzeć gorzej ze względu na to, że zmieniłam kościół, że odnalazłam się tutaj.

                                        Jestem tutaj, bo miałam trudny czas w życiu, dużo różnych doświadczeń w klasie maturalnej nałożyło się na siebie. Dziadek dostał udaru, zaczął mieszkać z nami. Był to bardzo trudny czas w ogóle dla całej naszej rodziny. Bardzo się troszczyliśmy o dziadka, do tego matura, różne koncerty z racji tego, że gram na fortepianie, a moja pani profesor wymagała ode mnie bardzo wiele; cierpię troszkę na nadambicję, zawsze chciałam się pokazać z jak najlepszej strony. I fortepian zdecydowanie był najważniejszą rzeczą w moim życiu. Jednak gdy dziadek zaczął z nami mieszkać był to bardzo trudny czas z racji tego, że on nie spał po nocach i wszyscy bardzo się tym przejmowaliśmy. Tata wtedy też wyjechał pracować do Austrii i mamie było bardzo ciężko. Przez ten cały stres była jedna wielka gonitwa myśli, nikt nie miał czasu się zatrzymać i pomyśleć nad tym, co będzie dalej. W pewnym momencie nie umiałam spać po nocach i zaczęły nachodzić mnie okropne lęki, do tego zaczęłam zastanawiać się nad swoim życiem. Mam siostrę bliźniaczkę, z którą miałam doskonałą relację. Jednak w maturalnej klasie troszkę się popsuło, bo ludzie zaczęli nas porównywać i to był dla mnie straszny cios. To było bardzo trudne dla mnie, bo troszeczkę się od siebie oddaliłyśmy. Zaczęłam zazdrościć Sławie, że ma łatwiej w życiu, że wszystkie złe doświadczenia w życiu spotykają mnie, zaczęłam myśleć o tym, że jestem niepotrzebna i że nie chcę żyć, że tak będzie lepiej. Nie chciałam się zabić tylko dlatego, że wiedziałam, iż rodzinie będzie przykro, że będą cierpieć. Wiedziałam, że jestem im potrzebna, a z drugiej strony mówiłam mamie, że tak będzie lepiej.

                                        Nic do mnie nie docierało wtedy, ale wszystko się zmieniło dzięki Bogu, dzięki temu, że zaczęłam czytać Biblię. Bardzo pomógł mi w tym tato, który zaczął dużo mówić mi o Bogu, zaczęłam pojawiać się tutaj w kościele. Na początku było mi bardzo ciężko, bo na nabożeństwach nie umiałam się na niczym skupić, myślałam tylko o tym, żeby już to wszystko się skończyło. Ale Bóg mnie z tego wyciągnął. Długo później, było trochę lepiej. Jednak nie chciałam iść na studia, odseparowałam się od ludzi, nie miałam z nikim kontaktu, leżałam po prostu w łóżku w domu i nie chciałam nigdzie wychodzić. Nic nie było dla mnie ważne, nawet fortepian, który zawsze był dla mnie najważniejszy, stanął gdzieś tam daleko. Nie chciałam iść na studia, na wymarzone studia do profesora, do którego myślałam, że nigdy w życiu się nie dostanę, że to jest niemożliwe. A teraz jestem u niego. Mimo, że studiujemy z siostrą na dwóch różnych uczelniach mamy okazję grać w duecie i oddawać tym naprawdę chwałę Bogu. I to jest niesamowite, że mam z tego taką radość, kiedy gramy razem i że mamy teraz ze sobą taką bliską relację. Wcześniej było fajnie, a teraz jest jeszcze lepiej. Cały czas wydawało mi się, że muszę jeszcze coś zrobić. Nie miałam co do tego pewności, jednak nie chciało mi się wierzyć, żeby Bóg mnie kochał. Wiedziałam, jakim jestem człowiekiem i że jest to po prostu niemożliwe. Ale to się zmieniło. 17 sierpnia 2014 roku będąc tutaj w kościele coś mnie tknęło i oddałam wtedy życie Jezusowi. Na zakończenie powiem, że mam bardzo dużo znajomych na akademii, którzy pytają mnie skąd biorę taką radość i skąd czerpię taką pozytywną energię. Jedna koleżanka nawet zapytała mnie, co ja biorę, bo ona też chce. Dziś mogę podziękować tylko Bogu i oddać Jemu chwałę, bo to wszystko dzięki Niemu.