logo

ZBÓR KOŚCIOŁA ZIELONOŚWIĄTKOWEGO
w Tarnowskich Górach

Prześlij:

Nazywam się Sara. Pochodzę, jak mi się wydawało, z wierzącej rodziny. Większość moich bliskich jest bardzo religijnymi katolikami. W związku z tym, nigdy nie wątpiłam, że Bóg istnieje. Wierzyłam w trójjedynego Boga, jednakże nigdy jako dziecko nie zadawałam pytań o jego istotę, dlaczego jest tak wielu pośredników w kontakcie z Nim, mimo że jest przecież Wszechmogący, Wszechobecny i Wieczny. Po prostu tak było i tyle. W moich oczach Bóg malował się jako ten, który wciąż tylko karze ludzi, że nigdy nie jesteśmy dość dobrzy, święci, aby nas miłował i akceptował. Być może wynikało to z faktu, że nigdy nie czułam się akceptowana i dość kochana, czy to przez rodziców, czy przez resztę rodziny. Taki obraz Boga sprawił, że nie widziałam żadnego problemu w ciągłym grzeszeniu. Nie widziałam powodu, dlaczego miałabym nie grzeszyć i zmienić swoje postępowanie - przecież i tak nigdy nie zasłużyłabym na Jego miłość.

Poza tym chodziłam przecież raz w miesiącu do spowiedzi, wyznawałam swoje grzechy kapłanowi i przyjmowałam eucharystię, więc jako katoliczka czułam się w porządku. Od około 6 klasy podstawówki zaczęłam się obracać w towarzystwie, gdzie przekleństwa, nieprzyzwoite żarty i rozmowy były czymś naturalnym. W wieku 13 lat zaczęłam spożywać alkohol a nieco później zaczęłam też palić papierosy. Mniej więcej w tym samym czasie przyjęłam sakrament bierzmowania, co w Kościele Katolickim oznacza, że od tego momentu Duch Święty mieszka we mnie. Moje życie było jednak tego zupełnym zaprzeczeniem. Po bierzmowaniu w ogóle przestałam przejmować się Bogiem i wtedy zaczęło się także moje staczanie... Lubiłam pić alkohol, palić, przeklinać oraz czytać i oglądać treści erotyczne. Teraz, gdy to piszę, chce mi się płakać, jak wyglądała moja młodość, ale wtedy czułam się z tym dobrze, czułam się taka światowa. Okłamywałam rodziców i buntowałam się przeciwko ich zasadom. Do kościoła chodziłam tylko dlatego, że musiałam. Jak już wspomniałam, moja rodzina była i jest bardzo religijna. Nigdy nie opuszczaliśmy mszy niedzielnych, a w ciągu tygodnia, niemalże codziennie modliliśmy się różaniec i koronkę do Bożego miłosierdzia. Bywałam także na oazach oraz chodziłam na pielgrzymki. Moje serce jednak było ciemne i twarde. Nie miałam żadnej relacji z Bogiem. W wieku 17 lat zaszłam w ciążę z ówczesnym chłopakiem. Wydawało mi się, że się kochamy, jednak dziś wiem, że nasza relacja była zbudowana jedynie na obopólnym egoizmie. Ja pragnęłam jedynie jego zainteresowania i akceptacji, czego nigdy nie otrzymałam od mojego taty, a on mną manipulował, by dostać, to czego pragnął. Jak się później okazało zdradzał mnie, więc zakończyłam ten związek i zostałam sama z maleńkim dzieckiem. Za tą garść złudzeń i kilka chwil przyjemności niestety do dziś ponoszę konsekwencje, ale dziękuję Bogu za to, że w tym trudnym dla mnie czasie postawił na mojej drodze mojego teraźniejszego męża, który pokochał i mnie, i moje dziecko. Niestety również z nim od początku utrzymywałam relacje przede wszystkim seksualne, co zaowocowało juz po ślubie brakiem zaufania do niego, co zmienił Bóg, dając mi Łaskę zaufania do męża, gdy się nawróciłam. Często piliśmy też alkohol, szczególnie piwo, właściwie weekend bez alkoholu był stracony.


Jezusa zaczęłam poznawać, gdy brat mojego męża dał mi 2 książki chrześcijańskie i powiedział, że trwale można zmienić się czytając Biblię i wdrażać ją w życie. Wcześniej nie zajmowała w mym życiu zbyt dużo miejsca, co prawda na oazach pracowaliśmy ze Słowem Bożym, ale ja zawsze rozumiałam treść Biblii inaczej jak lider i ksiądz, więc wydawało mi się, że to źle i nie czytałam Jej. Jakiś czas później przez przypadek trafiłam na chrześcijańską ewangelizację, czułam się tak dobrze na niej, pieśni przenikały moje serce, znałam część właśnie z oaz. Natomiast przeżyłam szok, gdy pewna Pani podeszła do nas i podczas rozmowy wyniknęło, że ona tak zachwycona Jezusem, nie jest katoliczką.. Od tego czasu zaczęłam walkę z Michałem na argumenty i wyrywane przeze mnie z kontekstu wersety z Pisma Św., że to on się myli odchodząc od jedynego prawdziwego i zbawczego kościoła.. Ale Bóg widzi dalej i czyni więcej niż sami myślimy i potrafimy. Pracował nade mną, moją dumą i charakterem i będzie to czynił do końca mego życia, ale wtedy te pół roku, które poświęciłam tak naprawdę na walkę z Bogiem, wygrał On, także dzięki modlitwom Michała i jego żony. Dziękuję Jezusowi za nich, bez nich nie poznałabym Żywego Boga, On nie wisi jak do tej pory myślałam na krzyżu, lecz wstawia się za nami, także w  tej chwili przed Obliczem Ojca. Do czasu nowonarodzenia miewałam częste lęki, myśli samobójcze, ciełam się po rękach, lubiłam cierpieć, bo myślałam, że nie jestem nic warta, ale Jezus mnie uzdrowił i choć czasem zmagam się jeszcze ze stanami depresyjnymi, w Imieniu Jezusa sprzeciwiam się im. Wcześniej Diabeł atakował mnie i pastwił się nade mną, bo miał do mnie prawo, a ja nie miałam broni do walki z nim, teraz Jezus walczy za mnie. Przed chrztem wiary w kwietniu 2012r. przeżyłam namacalny atak złego na mnie, gdy wezwałam Jezusa na pomoc, Diabeł uciekł, on rzeczywiście boi się Jezusa, bo On go pokonał na krzyżu 2000 lat temu. Alleluja!
Pragnę jeszcze nadmienić, że w 2014r. zaszłam w trzecią ciążę i praktycznie od początku powierzyłam ją Jezusowi, moje nienarodzone dzieciątko i jak się okazało wymodloną dziewczynę. Doktor niezbyt przykładał się do swego fachu i gdy wyszło, ze z jego zaniedbania praktycznie od początku mam cukrzycę ciążową, która nie leczona jest groźna dla dziecka, tym bardziej zaufałam Jezusowi w tej kwestii i dzięki Jego pomocy, na nabożeństwie, gdy moi bracia i siostry w Chrystusie wstawiali się za nas, bo byłam już wymęczona częstymi, bolesnymi, prawie całodziennymi skurczami, urodziłam zdrową i silną dziewczynę. Moja choroba nie miała na nią wpływu, a to wszystko dzięki mojemu wspaniałemu Panu!
Życie z Bogiem jest dużo lepsze, od grudnia 2012 roku nie piję alkoholu, bo wszystko mi wolno, ale ja niczemu nie oddam się w niewolę. Mój drogi mąż także nie pije i nasze dzieci mogą widzieć, że można żyć inaczej. Alleluja! Jezus zabrał mi przeklinanie i palenie papierosów. Pracujemy wspólnie z Bogiem nad moim wybuchowym charakterem, mamy jeszcze wiele pracy nade mną, ale wierzę, że sie uda, jeśli tylko dam się Jemu prowadzić.

Błogosławię Cię, kimkolwiek jesteś w Imieniu Jezusa, chciej poznać Boga Żywego, bo "Dobry jest Pan dla tego, kto Mu ufa, dla duszy, która Go szuka." (Treny Jeremiasza 3, 25)

Sara